O prawdziwym znaczeniu Starego Testamentu
i o jego wypaczeniu

Pierwszym zagadnieniem jest fakt, że korzeniem chrześcijaństwa jest światło Bożej łaski i obietnicy zawarte w Starym Testamencie. Ma ono swoje źródło w Objawieniu, które Bóg dał Izraelowi — i to nie podlega dyskusji. Jednak czym innym jest Objawienie Starego Testamentu, a czym innym judaizm, który odrzucił jego wypełnienie w Chrystusie i stoi z Nim w sprzeczności, odrzucając Go jako Mesjasza i Boga.

Z tego wynika drugie zagadnienie: błędne utożsamianie Starego Testamentu z judaizmem pod wspólnym hasłem „religia żydowska”. To błąd ekwiwokacji – analogiczny do utożsamiania Kościoła Katolickiego z protestantyzmem pod mianem „religii chrześcijańskiej”. Jest to niedopuszczalne mieszanie rzeczywistości mającej źródło w Objawieniu z jego późniejszym wypaczeniem. Czym innym bowiem jest Stary Testament przed Chrystusem, a czym innym stał się on dla tych, którzy Go odrzucili. Tak samo czym innym jest Kościół Katolicki, a czym innym są ci, którzy od niego odpadli lub nigdy do niego nie weszli.

O formie dla łaski

Skupiając się na pierwszym trzeba powiedzieć, że Stary Testament i Stare Prawo1 utraciło a wręcz nigdy nie posiadało mocy zbawczej samo z siebie, lecz jedynie jako zapowiedź i przygotowanie. Trwanie przy nim jako religii jest błędem w porządku nadprzyrodzonym. Chrystus przedstawia ten fakt w przypowieści o młodym winie i starych bukłakach2 oraz w przypowieści o złych (przewrotnych) rolnikach3. Stare Prawo było formą wychowawczą, z zawartą w niej Obietnicą Zbawiciela4. Czym jest dziś?
Szalunkiem, w którym materia Bożej łaski rozlała się i ukształtowała w fundament Kościoła, a gdy ten okrzepł, stał się zbytecznym i został zdjęty.
Rozerwanym i porzuconym w trawie kokonem motyla Emmanuela5.
Skorupą jaja, z którego wykluł się Pelikan, karmiący młode własnym ciałem i krwią. 
Lampą oliwną epok przed naszą erą, w której zapalona od tej lampy latarnia morska Kościoła Katolickiego świeci na cały świat światłem Chrystusa. 

I tak jak porzucony szalunek nie jest fundamentem, kokon nie jest częścią motyla ani skorupa jaja częścią ptaka, tak Stare Prawo nie jest czymś wewnętrznym chrześcijaństwu.

O wlaniu łaski

Stary Testament jest korzeniem chrześcijaństwa. Jest jego początkiem — ale początkiem, który z natury rzeczy był przejściowy. Jego istotą nie było trwanie jako odrębnej religii, lecz prowadzenie ku temu, co miało objawić się w pełni. Wypełnienie Starego Testamentu (supersesjonizm6) nie oznacza więc „przekreślenia” Izraela, lecz objawienie jego prawdziwej natury. Oznacza przejście:
— od litery do ducha,
— od znaku do rzeczywistości,
— od formy materialnej do jej treści nadprzyrodzonej.
Fundamentem jest uznanie, że to, co było niepełne, musi ustąpić przed doskonałością. Proces ten nie wynika z zanegowania wartości dawnego porządku, lecz z jego ostatecznego dopełnienia. Cień ustępuje wobec światła, znak wobec rzeczywistości, a forma wobec treści. Nie istnieją dwa odrębne narody wybrane, czy różne Objawienia zależne od interlokutorów. Istnieje tylko jeden Izrael, który poprzez Chrystusa osiąga swoją jedyną i właściwą pełnię. Izrael „według ciała” był jedynie zapowiedzią i figurą Izraela „według ducha”. Przeniesienie, „cesja praw” z linii ciała na linię ducha nie jest zerwaniem, lecz realizacją celu. Oznacza ono definitywne przejście od litery (prawa zewnętrznego) do ducha (łaski wewnętrznej), od znaku (rytuału i symbolu) do rzeczywistości (obecności Chrystusa). Całokształt tych wydarzeń zbawczych (tj. wypełnienie Starego Testamentu) obejmuje właśnie cesję praw w Winnicy Pańskiej z linii ciała na linię ducha. Kluczowymi są:
1. Nowe Przymierze, zawarte przez Jezusa Chrystusa i przypieczętowane Jego Krwią, które w sposób całkowity i ostateczny wypełnia oraz wyjaśnia Stare Przymierze. Ofiary ze zwierząt — krew kozłów, cielców i baranków — były jedynie nieudolnym znakiem, niemogącym zgładzić grzechów.
2. Utrata przez naród żydowski statusu wyłącznego powiernika bożych obietnic. Jego przywileje oraz duchowe dziedzictwo przeszły na Kościół Katolicki – jedyny Verus Israel (Prawdziwy Izrael). Jest to konsekwencja odrzucenia Jezusa jako Mesjasza.
3. Utrata przez naród żydowski wyłączności posłannictwa. Misja Izraela „z ciała” dobiegła końca w momencie wydania światu Zbawiciela. Odrzucenie Go przez hierarchię i lud stało się formalnym wypowiedzeniem Przymierza, co znajduje swój proroczy obraz w przypowieści o złych rolnikach, którym winnica została odebrana i oddana innemu, nowemu narodowi7.
4. Zerwanie sukcesji etnicznej – przerwanie w linii więzów krwi ciągłości wybrania. Nie jest już ono kwestią pochodzenia, lecz wszczepienia przez wiarę w Chrystusa. Nie decyduje krew Abrahama płynąca w żyłach, lecz jego żywa wiara w duszy – sukcesja kontynuowana jest wyłącznie w linii cnoty teologalnej wiary katolickiej, która jest całkowicie niezależna od narodowości osoby.
5. Wypełnienie prawa moralnego łaską. Ono nie zostaje odrzucone, lecz wpisane w serce, sumienie człowieka. Nie jest już księgą na żydowskim czole, lecz światłem chrześcijańskiego rozumu. Nie jest sznurkiem na żydowskiej ręce, lecz silną wolą trzymającą chrześcijańską rękę, by nie grzeszyła. Nie jest obrzezaniem żydowskiego przyrodzenia, lecz cielesnych i światowych pragnień chrześcijanina. Nie jest przepisem zewnętrznym prawa, lecz wewnętrznym ładem duszy.
6. Powszechność zbawienia. Stary Testament przestaje być własnością tych, którzy odrzucili jego wypełnienie, stając się wyłącznym dziedzictwem Mistycznego Ciała Chrystusa.
7. Wejście do i ukazanie niebiańskiego Jeruzalem. Chrystus, będąc nieprzerwanie Królem Izraela, wyraźnie wskazał, że Jego prawdziwe Królestwo „nie jest z tego świata”8 vide nie jest przywiązane do ziemskiego państwa czy nawet kuli ziemskiej. Świątynia Jerozolimska nie została zniszczona w sensie teologicznym, lecz objawiona w swojej pełni. Ziemska była figurą i jej czas minął – prawdziwa jest w niebie, której nie zbudowała ręka ludzka. Tam też Arcykapłan wieczny na wzór Melchizedeka – Chrystus – nieprzerwanie składa Ofiarę z Ciała i Krwi Bogu Ojcu. Kapłaństwo lewickie było zapowiedzią. Przeszło z patriarchalnej linii krwi, na patriarchalną linię ducha in persona Christi. Kapłaństwo Chrystusa jest wieczne.

Bóg nie odrzucił ludu wiernego w wierze i w sferze powołania, które pozostaje nieodwołalne co do ducha, lecz nie co do ciała9. W tym sensie cała rzeczywistość starotestamentalna — naród, królestwo, prawo, świątynia i ofiary — znajduje swoje ostateczne wypełnienie w porządku duchowym, wiecznym, nieprzemijającym, doskonałym, ustanowionym przez Chrystusa. W tym punkcie – na granicy ducha i ciała – przekraczamy fundamentalną różnicę między rozumowaniem dyskursywnym (dianoia), operującym na znakach, analizie i literze, a intelektualnym oglądem prawdy (noesis), który pozwala uchwycić sens duchowy i rzeczywistość ukrytą pod figurą. W klasycznej teologii granica ta biegnie między wiarą nabytą, będącą wynikiem dianoia (na zasadzie: „przeczytałem, przeanalizowałem, uznaję za prawdopodobne”), a cnotą wiary wlanej. Ta druga nie jest rezultatem samego rozumowania, lecz nadprzyrodzonym darem Boga, dzięki któremu intelekt zostaje podniesiony ponad własne naturalne możliwości i staje się zdolny do poznawania rzeczy Bożych. Zmienia się wtedy sposób percepcji rzeczywistości. Bez tego „wlania”, ludzki umysł nieuchronnie utyka na poziomie faryzeusza – potrafi perfekcyjnie analizować literę, ale nie jest w stanie dostrzec jej Sensu (Logosu). Jezus Chrystus mówił w przypowieściach właśnie po to, by uniemożliwić maszynowe, czysto algorytmiczne przyswojenie Prawdy. Wyjaśniał uczniom: „Wam dano poznać tajemnice królestwa niebieskiego, im zaś nie dano”10. Aby bowiem „zaskoczyła” noesis, niezbędna jest odpowiednia dyspozycja etyczna: czystość intencji i pokora. Prawda nie jest „daną” do pobrania, lecz Życiem, w które trzeba wejść, porzucając martwy szalunek samej litery. Stąd też umiemy odczytać słowa: „Ja jestem Drogą, Prawdą i Życiem”, a powrót do dianoia jawi się nam wtedy niczym obdarcie człowieka ze skóry.

Ostatecznie bowiem bariera w rozumieniu Boga leży w woli, a nie w IQ. W klasycznej dogmatyce to właśnie wola, poruszona łaską, musi nakazać intelektowi uległość wobec Prawdy, która go nieskończenie przerasta. Bez tego „pobożnego pragnienia” (pium affectus), wola pozostaje zamknięta w pysznej autonomii, a intelekt — choćby najbystrzejszy — skazany jest na wieczne krążenie wokół pustej skorupy i rozerwanego kokonu. To tutaj przebiega ostateczna granica: między „uczonym w Piśmie”, który analizuje algorytm litery, a człowiekiem dobrej woli, który w tej samej literze odnajduje żywego Logosa i pokój, którego świat (i sama dianoia) dać nie może.

O wypaczeniu formy

Na tym tle jasno zobaczyć można zagadnienie drugie – błąd utożsamiania Starego Testamentu z judaizmem po Chrystusie. Judaistyczna wykładnia, czyli alternatywna do katolickiej egzegeza Starego Testamentu (zatrzymująca się na poziomie dianoia), próbuje zawrócić czas, zatrzymać Objawienie i ukazać cień jako rzeczywistość. Szuka ona życia w formie, z której Duch Święty wyprowadził już wiernych do nowej rzeczywistości.. Zachowując powyższe analogie, są to próby, by:
— z porzuconego szalunku odtworzyć budowlę,
— z rozerwanego kokonu zszyć nową formę i udawać, że łaska i życie się w nim nadal mieści, a motyl (Chrystus) nigdy go nie opuścił,
— ze skorupy jaja uczynić na powrót źródło życia, czyli stworzyć wydmuszkę zdobioną Talmudem pomimo, że Pelikan od lat siedzi obok w gnieździe. 

Podsumowując – insynuowanie, że „chrześcijaństwo wyrasta z judaizmu” to jak twierdzenie, że ptak wykluwa się z wydmuszki. Wszystko to jest działaniem podobnym do zszywania Frankensteina — konstrukcji której zasadą życia nie jest łaska boża i dusza, lecz jedynie prawa i energia tego świata. Drzwi zbawienia zostały już otwarte11, klucze trzyma Piotr12, a ludzkie komentarze (w tym obsceniczne i antychrześcijańskie paszkwile) w korytarzu do nich prowadzącym, nie czynią z niego innego wejścia dla Żydów. Nie ma już Żyda ani Greka, Scyty czy barbarzyńcy13, bo nikt nie przychodzi do Ojca inaczej, jak tylko przez Chrystusa14.

Konsekwencje wypaczenia

Jeśli uzna się, że Stary Testament (prawo i judaizm) nadal jest równoległą, pełnoprawną drogą zbawienia, to dochodzi się do absurdów teologicznych, w tym do negacji jedyności Chrystusa. Judaizm, Żydzi i ich synagoga, czekają na Mesjasza, który ma dopiero przyjść. Jeśli chrześcijanin przyzna im w tym rację, to de facto wyzna, że Jezus Chrystus nie był tym właściwym Mesjaszem lub że będzie dwóch Chrystusów – Bogów. Jedno i drugie jest absurdem i zaprzeczeniem Ewangelii.
Kościół Katolicki od dawna ostrzega wiernych, że nowy Mesjasz, oczekiwany przez Żydów, może być jedynie Antychrystem i że będzie chciał zająć miejsce zarezerwowane wyłącznie dla Jezusa Chrystusa15. Pismo Święte, Objawienie św. Jana jasno to opisuje. Bo nie ma dwóch dróg i dwóch bram wieczności. Nie ma dwóch równoległych Przymierzy. Nie ma dwóch Mesjaszy. Jeden jest Chrystus, jedna Ofiara i jedno Zbawienie. Jedna jest winnica, która została odebrana dawnym rolnikom (dzierżawcom) i dana nowym – Kościołowi – który przynosi właściwe owoce. Po ogłoszeniu Ewangelii dobrowolne zachowywanie starych, typologicznych obrzędów jako koniecznych do zbawienia, jest grzechem śmiertelnym – tego Kościół naucza. Dziś, Stary Testament jako religia (sposób dojścia do Boga przez Prawo) i wynikające z niego czekanie na innego Mesjasza niż Pan nasz, Jezus Chrystus, Ukrzyżowany i Zmartwychwstały, jest drogą ku ostatecznemu zwiedzeniu. W świetle katolickiej teologii, 13 kwietnia – jeżeli miałoby być jakkolwiek świętowane – powinno zostać świętem zaproszenia starszego brata, Ezawa16, do wspólnej radości z faktu, że obietnice Starego Testamentu stały się Ciałem i Krwią. Przekroczenie progu Synagogi bez dania świadectwa Prawdzie i bez radosnego okrzyku „Alleluja, Chrystus Zmartwychwstał, Alleluja!” pozostanie jedynie gestem w sferze świeckiej dyplomacji, a nie aktem porządku religijnego czy nadprzyrodzonego. To nie samarytański akt miłości, szacunku ani jedności czy braterstwa z bliźnimi, lecz milczące zaprzeczenie prawdzie o Chrystusie i obojętność na los tysięcy dusz narodu niegdyś wybranego. Kto wraca do cienia, gdy objawiło się światło, odwraca się od Chrystusa ku wiecznym ciemnościom. Jest jak ślepiec, który dobrowolnie odrzuca Pasterza, by ostatecznie wraz z innym ślepcem wpaść w dół.

Br. Tomasz T.O.P.

  1. Przepisy rytualne, ofiary krwawe i system prawny nadany Mojżeszowi. ↩︎
  2. Łk 5, 37–39 ↩︎
  3. Mt 21,33-46 a także Mk 12, 1-12 oraz Łk 20,9-19. ↩︎
  4. por. Gal 3, 15-25 ↩︎
  5. heb. Bóg z nami ↩︎
  6. Klasyczna, tradycyjna teologia zastąpienia, podważona i zmodernizowana przez „Nostra Aetate” (1965). ↩︎
  7. patrz przypis nr. 3 ↩︎
  8. por. J 18, rozmowa z Piłatem ↩︎
  9. por. J 3, rozmowa z Nikodemem ↩︎
  10. Mt 13, 11 ↩︎
  11. por. J 10 7.9 ↩︎
  12. por. Mt 16, 19 ↩︎
  13. por. Kol 3, 11 ↩︎
  14. por. J 14,6 ↩︎
  15. por. J 5,43 ↩︎
  16. Ezaw – pierworodny syn Izaaka, który według tradycyjnej egzegezy (m.in. w ujęciu św. Pawła w Rz 9, 13: „Jakuba umiłowałem, a Ezawa miałem w nienawiści”) symbolizuje „starego człowieka”, synagogę oraz tych, którzy przedkładają dobra doczesne (miska soczewicy) nad dobra duchowe (pierworodztwo). Postać ta często reprezentuje naród żydowski, który utracił swoje przywileje na rzecz „młodszego brata” – Kościoła (Jakuba), stając się przestrogą przed niewiernością łasce i niechęcią przyjęcia jej pomimo, że obietnice Boga pozostają w mocy (Rz 11, 29). ↩︎

Przewijanie do góry